25/05/2026
JAKIE SĄ NASZE PLANY I ZAŁOŻENIA?
Pojęcie "amatora" w historii filmu było różnorako rozumiane i odbierane. Niektórzy z dumą nazywali siebie "amatorami", a inni uważali, że jest to określenie pejoratywne (kojarzące się ze słowem "amatorszczyzna"), więc woleli nazywać siebie twórcami "nieprofesjonalnymi". W historii filmu amatorskiego można wyróżnić trzy pojęcia, które niby nie oznaczają tego samego, lecz ich znaczenie zaciera się: "kino amatorskie", "kino nieprofesjonalne" oraz "kino offowe" - o takie tytułowanie sprzeczali się amatorzy, jak i komentatorzy tego zjawiska.
Filmowcy-amatorzy często przechodzili zbliżoną drogę podczas swojej twórczości: zazwyczaj zaczynali od przypadkowego kontaktu z kamerą, której zakup służył rejestrowaniu swojej najbliższej rzeczywistości (nagrywanie domu, rodziny, podróży), przechodząc naturalnie do stanu, w której filmowanie stawało się prawdziwą pasją. Świetnie ilustruje ten uniwersalny proces film Krzysztofa Kieślowskiego "Amator". Kieślowski osobiście poprosił nieprofesjonalnego filmowca Franciszka Dzidę - będąc zafascynowany jego osobą i całym fenomenem "oddolnego" filmowania - by ten sporządził pamiętnik, który miał opowiadać historię jego życia jako twórcy. Dopiero na podstawie tego źródła Kieślowski napisał scenariusz "Amatora". Ostateczna fabuła filmu Kieślowskiego odbiega jednak od prawdziwego życiorysu Dzidy - skupia się na uniwersalnym wymiarze procesu amatorskiego, kiedy w rzeczywistości Dzida był filmowcem świadomym, który od samego początku wiedział czego chce i do czego przez swoją twórczość zmierza.
Amatorzy z natury byli po prostu pasjonatami, którzy stali się nieoficjalnymi kronikarzami swoich czasów. Wojciech Szwiec w swojej książce "Filmowe Południe" przywołuje wypowiedź reżysera Kazimierza Kutza, który miał powiedzieć o filmach Leona Wojtali - czyli o ikonicznej postaci wśród amatorów - że ten tworzył o tematach, które są bliskie i ogólnodostępne filmowcom - o tematach, których nikt inny nie podejmował, jakby w ogóle nie istniały. Kutz nazwał filmy Wojtali "filmami wynalezionymi".
Chcielibyśmy stworzyć Klub, który będzie podzielał to naturalne zaangażowanie dawnych amatorów, ale naszym głównym założeniem jest zatarcie różnic i granic: nie tylko między pojęciami "amatorski", "nieprofesjonalny" a "offowy", lecz również między "amatorskim" a "profesjonalnym". Naszym celem jest tworzenie filmów, które będą przede wszystkim filmami - wolnymi od ograniczeń, klasyfikowania, nazewnictwa, lecz powstających z naturalnego pragnienia opowiadania o rzeczywistości.
Naszymi najważniejszymi inspiracjami filmowymi są ruchy nowofalowe oraz awangardowe - i dokładnie tym ma być nasz Klub: połączeniem amatorskiego - w klasycznym tego słowa znaczeniu - z nowofalowym i awangardowym. Jest to idea, która historycznie byłaby najbliższa właśnie podejściu Franciszka Dzidy - ruch amatorski, który od początku dąży do konkretnego celu. W dalekiej perspektywie można określić ten cel jako stworzenie nowej filmowej awangardy.
Jest to jednak cel, który wymaga dużego nakładu pracy - tworzenia filmów (nawet tych nieudanych), powiększania zakresu kompetencji teoretycznych, przeprowadzania licznych rozmów i dyskusji, rozwijania się w sferze technicznej. Ważny będzie również Wasz głos - każdego potencjalnie nowego członka Klubu - który będzie mógł wnieść coś świeżego do naszej wizji.
Na ten moment najważniejsza jest organizacja pierwszych spotkań, czas na zapoznanie się, planowanie pierwszych wspólnych projektów (które mogą mieć charakter indywidualny lub zbiorowy - wszystkie filmy będą tworzone pod szyldem naszego Klubu). Chcielibyśmy mimo wszystko, by cel, który sobie założyliśmy od samego początku, widniał choćby na dalekim horyzoncie - i był ideą, którą zarazimy również Was.