Blurby z celuloidu

  • Home
  • Blurby z celuloidu

Blurby z celuloidu Krótkie recenzje do 250 słów: filmów, seriali, produkcji telewizyjnych, teledysków itp. Tego nie znajdziesz w opisie dystrybutora.

[FILM / DRAMAT / INDIE / CANNES / ILUZJE / MARZENIA / DELULU]Wszystkie odcienie światła / All We Imagine as LightWyjątko...
07/07/2025

[FILM / DRAMAT / INDIE / CANNES / ILUZJE / MARZENIA / DELULU]

Wszystkie odcienie światła / All We Imagine as Light

Wyjątkowo w tej notce podaję także tytuł angielski - słowo „imagine” oddaje pewną dwuznaczność, która poruszyła mnie w fabularnym debiucie Payal Kapadii (kolejny potężny kobiecy talent do śledzenia), a której zabrakło w polskim tytule. W polskiej wersji podkreślone jest światło, jego różnorodność i bogactwo, z którego można czerpać nadzieję. Mnie jednak interesują bardziej strategie budowania tej nadziei, jakie wybierają główne bohaterki filmu Kapadii.

W jednej ze scen dokumentalnych, których we „Wszystkich odcieniach światła” nie brakuje (pierwszym pełnometrażowym filmem Kapadii był właśnie dokument „W mroku niepewności”, podobnie jak „Wszystkie odcienie..” doceniony w Cannes) głos z offu mówi wprost - Mumbaj jest miastem iluzji. Po tym jednym zdaniu można by sobie wyobrazić wielkie miasto kuszące swoim blichtrem i możliwościami. Kapadia jednak już dużo wcześniej, w pierwszych scenach filmu ukróca możliwości takiej interpretacji za pomocą obrazów wczesnoporannej pracy fizycznej przy rozładunku w dokach. Iluzje nie są narzędziem kuszenia - są narzędziem przetrwania w drapieżnym środowisku miasta, społecznych norm i kapitalistycznego wyzysku.

To właśnie iluzja bezpieczeństwa pozwoliła Parvaty, szpitalnej kucharce przeżyć życie i odchować dzieci w mieszkaniu pracowniczym, które „pozwolono” zatrzymać jej mężowi po zakończeniu robót budowlanych. Cudzysłów jest nieprzypadkowy - pozwolenie obyło się bez papierów, a teraz, gdy mąż dawno nie żyje, pazerny deweloper żąda wyprowadzki, by zburzyć i na nowo wybudować dom mieszkalny z horrendalną przebitką. Dzięki iluzjom stabilnego życia oraz bycia w związku małżeńskim Prabha, przełożona pielęgniarek w tym samym szpitalu może każdego dnia wstawać i wykonywać sumiennie swoje obowiązki - jej mąż po wyjeździe za pracą za granicę przestał się odzywać. Wreszcie iluzja miłości romantycznej pozwala Anu, nowej pielęgniarce i współlokatorce Prabhy cieszyć się zakazanym związkiem z muzułmaninem, choć obydwoje wiedzą, że ich przyszłość jako pary nie jest zbyt świetlana.

Tak, te złudzenia pozwalają żyć i znajdować w życiu okruchy szczęścia i radości. Jednocześnie jednak sprawiają, że wszystkie trzy kobiety żyją w limbo - stają się więźniarkami okoliczności i swoich wyobrażeń na ich temat. W pewnym momencie Anu wyraża poczucie zbyt długiego bycia w poczekalni - mówi, że boi się przyszłości, nie chce o niej myśleć, ale przyszłość jest już teraz. Rzeczywistość zawsze weryfikuje wyobrażenia i niewielu ludzi może pozwolić sobie na odklejenie od niej na stałe. Brutalny deweloper wreszcie zmusi Parvaty do wyprowadzki, przysłany bez słowa ryżowar pocieszenia z Niemiec budzi w Prabdzie dawno zepchnięte do kąta potrzeby i pragnienia, a nieudana randka do której Anu przeszła samą siebie, żeby się przygotować uświadamia jej ulotność i niestabilność relacji.

Jednak między złudzeniami i marzeniami przebiega cienka linia - tak cienka, że być może jej wcale nie ma. Wszak i jedne i drugie nie istnieją i są tylko wyobrażeniami, produktami naszych głów. A jednak i jedne i drugie potrafią być w życiu światłem. Bez doświadczenia iluzorycznego bezpieczeństwa Parvaty nie byłaby gotowa zawalczyć o siebie i dołączyć do ruchu lokatorskiego. I choć ostatecznie musiała powrócić do swojej rodzinnej wsi, dzięki temu doświadczeniu włącza się aktywnie we wspólnotę, choć nie była kilkadziesiąt lat. Dzięki wyobraźni i fantazji Prabha może przeżyć - choć tylko w swojej głowie - spotkanie z mężem i ostatecznie pójść dalej w życiu. Wreszcie to marzenia o przyszłości pozwalają Anu kontynuować związek mimo wszystko - a przy wsparciu Prabdy i Parvaty znalazła się o krok bliżej do ich urzeczywistnienia.

W cynicznej kulturze internetowej pogrążanie się w marzeniach czy iluzjach dostaje prześmiewczą i infantylizującą łatkę delulu - bycia chorym na urojenia, a w najlepszym wypadku włączana jest w „manifestacje” - konsumpcjonistyczny rodzaj duchowości. Iluzje i marzenia to jednak potężne mechanizmy radzenia sobie z rzeczywistością - pomagają przetrwać i dają siłę by choć trochę zmienić jej kształt. Gdy nie ma światła, możemy je sobie wyobrazić.

[Kadr z filmu]

Zapraszam na the one and only Filmawka  na mój nowy tekst w ramach Klasyki z Filmawką. Kontynuuję w nim przeglądanie się...
20/06/2025

Zapraszam na the one and only Filmawka na mój nowy tekst w ramach Klasyki z Filmawką. Kontynuuję w nim przeglądanie się filmom duetu Bogart-Bacall. Tym razem na tapet wleciał najbardziej znany film tej pary, a jednocześnie jeden z największych hitów kina noir. Nie dajcie się zwieść jednak - te filmy są przede wszystkim o miłości.

W najnowszej Klasyce z Filmawką Irena Kołtun przygląda się ikonicznemu kryminałowi noir z niezapomnianym duetem Bogart-Bacall w rolach głównych. Ekranizacja prozy Raymonda Chandlera wiernie oddaje klimat zepsutego świata bogaczy i cięte dialogi będące znakiem rozpoznawczym autora.
Wydaje się jednak, że „Wielkiemu snu” brakuje paru elementów emblematycznych dla gatunku. Nie ma tu wyrazistej femme fatale, mroczne miasto ograniczono do kilku wnętrz, a gra światłocieniem niemal nie istnieje. Co więc sprawia, że przez osiem dekad dzierży tytuł klasyka czarnego kryminału?
⬇️ Link w komentarzu.

[FILM/ DRAMAT PSYCHOLOGICZNY/ USA/ WOMAN IN MALE FIELD/ CANCEL CULTURE]Tár Czy film, który stawia pytania zamiast tez, m...
09/06/2025

[FILM/ DRAMAT PSYCHOLOGICZNY/ USA/ WOMAN IN MALE FIELD/ CANCEL CULTURE]
Tár

Czy film, który stawia pytania zamiast tez, może zestarzeć się w trzy lata?

Lydia Tár odniosła tak przygniatający sukces w zdominowanym przez mężczyzn zawodzie, że z jego wysokości wszelki nierówności płciowe są niczym płaskie pole. Wywiad w pierwszych minutach filmu, w którym dziennikarz przez dobry kwadrans zamiast zadawać pytania referuje dokonania dyrygentki z powodzeniem można by umieścić w jednym z odcinków Latającego Cyrku Monty Pythona - różnorodność osiągnięć i ich liczba jest wręcz groteskowa, choć sam film nie jest satyrą. Sukces Tár sprawia, że cieszy się ona wieloma przywilejami – nocowanie w najbardziej luksusowych apartamentach renomowanych hoteli jest najmniejszym z nich. Największy i najważniejszy to władza. Władza nad partyturą, która sprawia, że bogate wpływowe beztalencia łaszą się artystce do stóp jak głodne koty jest istotna o tyle, że wynika z niej inna władza - władza nad przebiegiem kariery muzycznej osób w otoczeniu Tár; biorąc pod uwagę specyfikę pracy zawodowych muzyków klasycznych, stopień wyrzeczeń i podporządkowania aktywności zawodowej dosłownie jest to władza nad ludzkim życiem i śmiercią. Władza, którą kobiety zdobywają nieczęsto.

Czy cenzorskie oko w stosunku d kobiet jest surowsze czy pobłażliwsze? Cóż, to nie jest jedno z pytań zadawanych przez film. Płeć i orientacja seksualna głównej bohaterki służą do czegoś innego. Tożsamości są fabularnie istotne, dlatego, że Lydia mimo bycia kobietą i zadeklarowaną lesbijką w sposób kategoryczny odrzuca tożsamościowy wymiar patrzenia na sztukę, co, jak przekonamy się pod koniec filmu, jest rodzajem wyparcia. Lydia to tak naprawdę Linda Tarr z południowego Nowego Jorku, konstruująca swoje nowe „ja” z bezwzględnością wobec wszystkich dookoła - ale wobec siebie. Nowa tożsamość miała nie tylko zapewnić jej przetrwanie w hermetycznym środowisku, nie tylko pomóc wejść na sam jego szczyt tego środowiska - osobowość łatwiejsza do przełknięcia przez snobistyczne i wsobne kręgi artystyczne pomogła w akceptacji. Ale oprócz niej miała także, a może przede wszystkim zapewnić Bohaterce przywilej ostateczny, crème de la crème przywilejów dostępnych w pierwszej kolejności dla białych heteroseksualnych Anglosasów w średnim wieku i zasobnym portfelem - bezkarność. Czasy się jednak zmieniły, a przynajmniej twórcy filmu bardzo chcą w to wierzyć.

Czy to, że oglądamy na ekranie Lydię Tár, a nie Lyndona wpływa na naszą percepcję jej drapieżnego i bezdusznego zachowania? Czy popełnione przestępstwa przekreślają geniusz? Czy interpretowanie sztuki przez pryzmat tożsamości ma sens? Czy zupełne ignorowanie aspektów tożsamościowych nie spłyca interpretacji i nie fałszuje wniosków?

Oraz pytanie ode mnie z serca: czy twórcy filmu serio myśleli, że stawiając „tylko” pytania, ale za to „tego typu” pytania nie opierają ich jednocześnie o bardzo określone z góry założone tezy?

Todd Fields na początku lat dwudziestych podzielał wiarę w skuteczność cancel culture. Właściwie nie padały wówczas głosy podważające wpływ internetowych masowych osądów na świat rzeczywisty - spadały kontrakty reklamowe, profile w mediach społecznościowych wygaszano, pojawiały się artykuły co i w jakich ilościach traciły marki na cancellingu. Jednak im więcej wody upływa tym wyraźniej widać, że cancelling konkretne żniwo zbiera w dwóch przypadkach: osób, ktrych profesja jest osadzona w świecie wirtualnym, w rodzaju Lorda Kruszwila lub osób, które dopiero rozpoczynają swoją działalność i opierają budowanie swojej pozycji i rozpoznawalności o social media. Cancelling, internetowy ostracyzm, mający być substytutem kary dla osób łamiących normy społeczne, których pociągnięcie do odpowiedzialności w inny sposób jest niemożliwe ze względu na ich wpływy i pozycję rzeczywiście wymusza na influencerach i startujących gwiazdkach rezygnację z życia publicznego i wiążących się z nim przywilejów.

Czy możemy z całą pewnością powiedzieć i podać przykłady skutecznego cancellingu osoby z dużym wsparciem środowiskowym ugruntowanym poza Internetem? Na własnym polskim podwórku przekonaliśmy się, że można mieć wyrok za mobbing i czuć na tyle wsparcie środowiskowe, żeby kontestować go głośno i publicznie na drodze artystycznej i prawnej. Nazwiska najsławniejszych zcancellowanych postaci ze świata kultury wciąż pojawiają się w kontekście różnych aktywności i wydarzeń lub po kilkuleniej przerwie wypływają znowu. Fields wyczuwał tę nieadekwatność, dlatego Tár mimo władzy i pozycji jest w środowisku niesamowicie samotna, nie ma zaplecza, nie ma sieci kontaktów. To sprawia, że w rzeczywistości filmowej jej unieważnienie jest możliwe, trudno sobie jednak wyobrazić, żeby osoba o takim charakterze nie wyrobiła sobie „znajomości” w ciągu dziesięcioleci bogatej kariery, nawet jeśli łykniemy amerykańską bajeczkę o dziewczynie bez przywileju kulturowego i ekonomicznego nie tylko zaczynającej i kończącej prestiżowe studia muzyczne, ale zdobywającej artystyczne szczyty w kapitalistycznym piekle Stanów Zjednoczonych.

Wszystkie więc pytania, zręcznie ukazywane dwuznaczności, niedopowiedzenia obserwowane chłodnym okiem kamery opierają się na chochole – chochole, którego mało kto kwestionuje, o którym wciąż toczą się dyskusje - że Internetowy ostracyzm ma tak potężny wpływ na rzeczywistość. Nikt nie wyrzuca geniuszy na śmietnik - ani tak groteskowych jak fikcyjna dyrygentka berlińskiej filharmonii, ani bardziej rzeczywistych, jak reżyser neurotycznych komedii, przystojny aktor z zamożnej rodziny czy kuratorka muzealna.

[Kadr z filmu]

Ziomeczki!Dziś rozpoczyna się Timeless Film Festival Warsaw w ramach współpracy z którym na the one and only Filmawka uk...
07/04/2025

Ziomeczki!

Dziś rozpoczyna się Timeless Film Festival Warsaw w ramach współpracy z którym na the one and only Filmawka ukazał się mój tekst w hołdzie Davidowi Lynchowi i jego nieskończonej kreatywności. Zastanawiam się w nim nad naturą oka kaczki. Jak to się łączy z Lynchem, jego filmami i tymi jedynymi scenami - wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w artykule.

Link: https://www.filmawka.pl/david-lynch-retrospektywa-timeless-film-festival-warsaw-2025/


Zmarły w tym roku David Lynch miał osobliwą teorię, którą sam określił mianem ”oka kaczki” — jednej, konkretnej sceny w filmie, która niczym soczewka skupia całą jego treść, esencję i emocje. Choć sam reżyser nie zawsze potrafił od ręki wskazać takie momenty w swoich dziełach, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w jego filmografii, a także filmach innych twórców faktycznie można je odnaleźć.

Ale czy koncepcja ”oka kaczki” to rzeczywiście trafna metoda odczytywania filmów? W poszukiwaniu odpowiedzi Irena Kołtun zagląda do dwóch najbardziej awangardowych tytułów Lyncha — „Głowy do wycierania” i „Inland Empire”. To filmy, które uchodzą za wyjątkowo nieprzystępne, a przez to wydają się być naturalnymi wrogami jakichkolwiek uogólnień, nie mówiąc już o prostych podsumowaniach.

Warszawscy widzowie będą mieli niepowtarzalną okazję, by przekonać się na własne oczy, czy ”oko kaczki” da się faktycznie dostrzec w każdym z filmów Lyncha w ramach retrospektywy reżysera wyświetlanej w czasie drugiej edycji Timeless Film Festival Warsaw.

Link do tekstu w komentarzu poniżej ⬇️

[FILM/ WIELKA BRYTANIA/ HORROR/ VIDEO NASTIES/ AUTOTEMATYZM]CenzorkaWielka Brytania, lata ‘80. Pryncypialna i sumienna c...
27/03/2025

[FILM/ WIELKA BRYTANIA/ HORROR/ VIDEO NASTIES/ AUTOTEMATYZM]

Cenzorka

Wielka Brytania, lata ‘80. Pryncypialna i sumienna cenzorka filmów wideo Enid trafia na pierwsze strony tabloidów - ktoś popełnił wynaturzoną zbrodnię toczka w toczkę podobną do fabuły krwawego horroru, który Enid, z dużymi cięciami, ale mimo wszystko dopuściła do dystrybucji. Kobieta pochłonięta jest jednak bardziej traumami ze swojego dzieciństwa, które zaczynają wypływać na ekrany ciasnych wygłuszonych sal kolaudacyjnych cenzorskiego biura w postaci niepokojących produkcji tajemniczego reżysera Fredericka Northa.

Niezakończone sprawy z przeszłości głównej bohaterki to pretekst. Reżyserkę Prano Bailey-Bond bardziej interesuje coś innego. Mogłoby się wydawać, że są to filmy klasy X: te najobrzydliwsze niskobudżetowe śmieci. One same pojawiają się jednak powierzchownie - w migawkach, pojedynczych kadrach, częściej ścieżce dźwiękowej. Oko kamery woli obserwować cenzorskie twarze w czasie pracy - skupione, zdegustowane, przerażone, patrzące z pogardą, patrzące z fascynacją, patrzące z lekkim uśmiechem. „Cenzorka” to film o tym, jak my trawimy filmy, ale i jak one trawią nas - Bailey-Bond wie, że kino to medium totalne.

Nie bez powodu jednak to właśnie Enid jest naszymi oczami w krainie video nasties - brutalnych filmów ociekających krwią i s*ksem, przeznaczonych wyłącznie na rynek wideo. W jej udręczonej głowie fabuły splatają się z urywkami wspomnień tak ciasno, że przestają być od siebie odróżnialne. Co jest autentycznym cieniem przeszłości, a co sztucznym wtrętem, przeszczepem cudzych fantazji? Jednocześnie filmy, będąc tak wciągające emocjonalnie pozwalają Enid na spełnianie najskrytszych marzeń - przeżycia doświadczenia korekcyjnego, które nie jest jej dostępne w prawdziwym życiu. Co brzmi pięknie i bardzo szlachetnie, jeśli zapomni się, że mowa tutaj o horrorach z najniższej półki, filmach eksploatujących przemoc, gwałty, morderstwa, zboczenia. Z jakimi wspomnieniami się wtedy takie produkcje łączą? Jakie wspomnienia nam wszczepiają? Do jakich marzeń się odwołują? I wreszcie, stare jak sama cywilizacja pytanie: co jeśli technikolorowe spełnienie najbardziej zakazanych pragnień przestanie wystarczać?

Za tezą totalnego wpływu medium filmowego na odbiorcę idzie tabloidowy odruch powiązania przemocy stosowanej w rzeczywistości z oglądaniem szczególnie brutalnych produkcji. „Cenzorka” za punkt wyjścia bierze właśnie taką brukową sensację, następnie falsyfikuje ją, żeby równolegle prowadzić fabułę właśnie w rytm idealnego tematu na artykuł dla szmatławca; wszak prasa tabloidowa i kino klasy b, c, d, itd. mają wspólny punkt przecięcia: eksploatację. Ta niekonsekwencja jest pozorna, zbyt oczywista, żeby nie była celowa. Reżyserka w ten sposób nam mówi, że nasty filmy są zarówno symptomem i źródłem, tak ściśle powiązane z nami i naszymi snami na jawie, że niemożliwe jest postawienie sprawy jednoznacznie. Jak na film o twórczości bez hamulców i odbiorczyni ze zbyt wieloma hamulcami, jest to podejście dość asekuranckie. I w „Cenzorce” właśnie trochę zabrakło tego, co przyciąga nas do plugastw srebrnego i szklanego ekranu: więcej śmiałości, więcej bezkompromisowości, więcej odwagi w stawianiu tez i diagnoz, choćby były najbardziej odrzucające. Przecież właśnie takie najbardziej intrygują.

[Kadr z filmu]

[FILM / HORROR / KINO AUTORSKIE / USA / WIELKA BRYTANIA / PRZ*MOC S*KSUALNA / PATRIARCHAT]NosferatuRobert Eggers nakręci...
23/02/2025

[FILM / HORROR / KINO AUTORSKIE / USA / WIELKA BRYTANIA / PRZ*MOC S*KSUALNA / PATRIARCHAT]

Nosferatu

Robert Eggers nakręcił film o gw*łcie. Oczywiście „Nosferatu” jest, zwłaszcza w eggersowskim ujęciu, przede wszystkim baśnią i jak każda baśń ze swoim symbolizmem jest plastycznym obiektem interpretacji. Reżyser jednak stawia w centrum jedną konkretną postać i to, co ją spotkało. Tą postacią jest Ellen — jej rola w poprzednich adaptacjach, mimo, że nominalnie główna, to jednak mocno ograniczona konwencją stała się esencjonalna dla całości dzieła — a tym co ją spotkało jest gw*łt.

Eggers nie bawi się w dwuznaczności. W prologu widzimy bohaterkę, która zostaje podstępem wyciągnięta z domu i wmanipulowana w złożenie przysięgi, zaraz potem widzimy jak krzyczy, jak jej ciało całe sztywnieje w bólu i stresie, jak twarz zastyga w niedowierzaniu, a oczy prawie wychodzą z orbit, gdy Orlok zaciska jej dłoń na gardle. Sam hrabia ani nie wygląda ani nie pozuje na romantyka. Słynny jest już cytat (premiera światowa miała miejsce dwa miesiące temu) „jestem wyłącznie żądzą” i wampir nie robi nic, co stałoby w sprzeczności z tą deklaracją. Pozbawiony uczuć wyższych chce posiadać, panować, pochłaniać. Ellen łączy z nim przede wszystkim cierpienie. Nie mówi o Orloku inaczej niż z płaczem i obrzydzeniem. Przez ponad dwie godziny seansu nie dostajemy ani jednej sugestii: spojrzenia, dwuznaczności wypowiedzi, ustawienia kadru, która czyniłaby aluzję do być może innej interpretacji tej relacji. Słynne „nigdy nie zadowoliłbyś mnie tak, jak on” to toksyczna prowokacja Thomasa, najgorszy moment udręki dla bohaterki, który za kilka chwil sobie wyrzuca.

Prz*moc s*ksulana i trauma z nią związana opętuje ofiarę — bohaterka jest zmuszona spotykać swojego oprawcę w snach i wizjach, jej ciało przeżywa za każdym razem na nowo to, co je spotkało. Jednocześnie trauma wyciąga wszystko, co najgorsze, a Ellen sama czuje, że zmienia się w demona. Konsekwencje gw*łtu w świecie wykreowanym przez Eggersa nie dotyczą tylko ofiary. Gw*łt niszczy najbliższych Ellen — jej męża Thomasa, jej najlepszą przyjaciółkę, jej rodzinę. Jak plaga, unicestwia wręcz całą społeczność Wisbergu. Jest złem totalnym, którego nie można zignorować, zracjonalizować, zapomnieć o nim.

Społeczeństwo nie oferuje też zbyt wiele zgw*łconej kobiecie. „Pomoc” polega na pozbyciu się nieprzyjemnych dla oka objawów, właściwie na pozbyciu się problemu, którym określona jest sama ofiara, środkami, które jej się podobają lub nie. Film obnaża fałszywość takiego myślenia — źródło rozkładu jest gdzieindziej. Społeczeństwo nie ma też innego pomysłu na konfrontację z tym źródłem, jak poświęcenie (najlepiej dobrowolne) ofiary, pogrążenie jej, tym razem ostateczne, w traumie i przeżywaniu na nowo tragicznego wydarzenia.

Jeśli wszystko jest tak jasno i klarownie przedstawione, to czemu wciąż widzę w sieci memy romantyzujące Orloka, wypaczające całą relację Ellen ze swoim oprawcą? Dlaczego w recenzjach czytam takie określenia jak „erotyczny”, „uwiedzenie”, „przebudzenie seksualne”, nawet „miłość”? I dlaczego, skoro jasno widzę manipulacje, mnie to zupełnie nie oburza? Nie czuję nic, żadnego ukłucia, jeśli już cokolwiek, to rodzaj pobłażliwej rezygnacji, mimo że sam przekaz „Nosferatu” głęboko mną wstrząsa? Swoją rolę na pewno ma w tym interpretowanie postaci wampira jako Innego, Obcego, romantyzowanie jego odmienności, współczucie i empatyzowanie z tym, do czego się symbolicznie odnosi. Gdzieś w tej interpretacji gubiły się wampirze ofiary, ich wolna wola i reakcje, te prawdziwe, nie wyobrażone. Ten stan rzeczy to sprawka patriarchatu i jego tendencji do składania odpowiedzialności na barki słabszych i szukanie usprawiedliwień dla silniejszych. Muszę przyznać, że system wyszkolił mnie dobrze: jak pies Pawłowa na opak, wyuczyłam się, że kiedy pojawia się trigger, nie wyzwala on reakcji. Tym większa rola „Nosferatu”, który idzie wspak utartym interpretacjom starych historii — uświadamianie mechanizmów to krok w stronę ich przełamania.

[Kadr z filmu]

W czwartkowe popołudnie zapraszam na Klasykę z Filmawka, w ramach której polecam klasyczny noir "Mieć i nie mieć", na pl...
20/02/2025

W czwartkowe popołudnie zapraszam na Klasykę z Filmawka, w ramach której polecam klasyczny noir "Mieć i nie mieć", na planie którego spotkali się Bogart i Bacall - reszta to historia.

Link do tekstu: https://www.filmawka.pl/klasyka-miec-i-nie-miec/

Grafika autorstwa nieocenionej Marysia Posiadało

Wiecie, jaki dzisiaj dzień. Z tej okazji posting skrajności:Po pierwsze zapraszam na przegląd pulpowych seansów na Kinom...
14/02/2025

Wiecie, jaki dzisiaj dzień. Z tej okazji posting skrajności:

Po pierwsze zapraszam na przegląd pulpowych seansów na Kinomisja Pulp Zine, do którego miałam przyjemność dorzucić swoje trzy grosze. Link: https://www.pulpzine.pl/milosna-pulpa-i-nie-tylko-na-dzien-zakochanych/

Po drugie zapraszam na rozmowę na the one and only Filmawka w ramach projektu Feminawka o komediach romantycznych: co kochamy, co kochamy nienawidzić, a co nas wkurza z redaktorkami Marysia Posiadało i Sańko. Link: https://www.filmawka.pl/feminawka-za-co-kochamy-komedie-romantyczne-podcast/

Bo why not both?

[FILM / FRANCJA / KRYMINAŁ / KOBIETOBÓJSTWO / PATRIARCHAT]Noc, 12 październikaMłoda kobieta nie tak znowu późno, bo koło...
27/01/2025

[FILM / FRANCJA / KRYMINAŁ / KOBIETOBÓJSTWO / PATRIARCHAT]

Noc, 12 października

Młoda kobieta nie tak znowu późno, bo koło 22, wraca do domu z towarzyskiego spotkania zaledwie kilka ulic dalej. Chwilę po tym, jak wysyła zabawne wideo do swojej przyjaciółki, zamaskowany mężczyzna, który ją zna, ale którego ona nie rozpoznaje, oblewa ją benzyną z plastikowego kubeczka i podpala zapalniczką. Dziewczyna płonąc jak pochodnia przebiega około sto metrów zanim dym z trawionych ogniem ubrań i włosów odbierze jej przytomność. Ta sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana. Twórcy zadbali o to, żeby widzowie mieli tę świadomość jeszcze zanim zobaczą zbrodnię — na początku filmu wita nas plansza — ustawiając nasze oczekiwania wobec ostatniego kryminału Dominika Molla jeszcze przed startem fabuły.

Ta sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana. Najbardziej szokujące dla mnie było, jak łatwo i szybko można zabić kobietę. Całość zdarzenia, które kamera rejestruje z kronikarską sumiennością, trwa około minuty. I jak łatwo morderstwo stało się po prostu jednym z wielu wydarzeń w życiu zabójcy, w korowodzie innych rzeczy, które zrobił, i które nie zmieniły biegu jego życia. Doceniam bardzo, że Moll nie fetyszyzuje sprawcy ani tego, co zrobił — mimo plastyczności zbrodni, która mogłaby by zrobić zawrotną karierę w prasie brukowej i podcastach true crime. Nieatrakcyjny realizm, zarówno samego morderstwa, jak i później prowadzonego śledztwa, składającego się z niekończących się frustrujących przesłuchań i spisywania kilometrowych raportów w ramach nieodpłatnych nadgodzin nocnych, pozwala mówić faktom samym za siebie.

Nie dowiadujemy się jednak za wiele także o ofierze. Dla śledztwa istotne jest tylko jej życie seksualne, bo policjanci mają nadzieję, że to ono podsunie im sprawcę. Oglądamy więc korowód mężczyzn, zupełnie różnych od siebie, którzy gdyby nawet się znali, to nigdy nie nawiązali by relacji koleżeńskich i przyjacielskich. Jednak oprócz zabitej dziewczyny łączy ich coś jeszcze — szczególna, a może właśnie bardzo banalna dyspozycja psychiczna, pozwalająca traktować za nic życie kobiet, pozwalająca na instrumentalne i przedmiotowe podejście do relacji z nimi. Po drugiej stronie barykady mamy także mężczyzn, wściekłych i sfrustrowanych faktem, że zrobienie wszystkiego, co możliwe, to w patriarchalnym, premiującym męskość i deprecjonującym kobiecość systemie to wciąż za mało. Policjantom brakuje narzędzi — i tych dosłownych, jak działającej drukarki, i tych kulturowych. Być może gdyby potrafili spojrzeć na ofiarę poza jej relacjami z mężczyznami, udałoby się im znaleźć białe plamy w swoim rozumowaniu. „Męski świat”, jak podsumowuje policjantka, jedyna przedstawicielka drugiej płci na komisariacie.

Nie lubię zakończenia Nocy, 12 października. Sugeruje ono, że tu chodziło tak naprawdę o przejętego komisarza i zżerające go poczucie braku sprawiedliwości. Nie lubię tego dającego nadzieję wydźwięku. Ta sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana, tak jak jedna na pięć spraw o morderstwo nigdy nie zostaje rozwiązana.

Kobietobójstwo jest terminem uznanym i funkcjonującym w dyskursie socjologicznym i feministycznym od ponad pięćdziesięciu lat; wciąż nie jest stosowane w prawodawstwie.

[Kadr z filmu]

Ziomy! It's official na Kinomisja Pulp Zine więc i ja mogę zdradzić, że tematem mojego tekstu na pięćdziesiątą rocznicę ...
05/09/2024

Ziomy!

It's official na Kinomisja Pulp Zine więc i ja mogę zdradzić, że tematem mojego tekstu na pięćdziesiątą rocznicę premiery Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną jest krytyczny przegląd twórczości Catherine Breillat - matki chrzestnej Francuskiej Ekstremy, prowokatorki eksplorującej kobiecą seksualność, ze szczególnym naciskiem na młode osoby.

Dzieła Breillat - zawsze brutalne i jednocześnie niesamowicie intymne - były opisywane przez krytyków mianem feministycznych. Ale ja mówię "sprawdzam!" i przyglądam się, czy ich przekaz faktycznie wpisuje się w prokobiecy punkt widzenia i czy wytrzymuje próbę czasu.

Poniżej możecie podziwiać pierwszą xeroxową grafikę (kadr z filmu "Nadużycie słabości" z Isabelle Huppert) - jestem zachwycona i nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć wszystkie w druku! Preorder 9 września - JUŻ W NAJBLIŻSZY PONIEDZIAŁEK!

Ziomkinie i Ziomeczki! Mogę już z ogromną dumą podzielić się z Wami jednym z największych highlightów tego roku. W paźdz...
21/08/2024

Ziomkinie i Ziomeczki! Mogę już z ogromną dumą podzielić się z Wami jednym z największych highlightów tego roku. W październiku pojawi się kolejny numer Kinomisja Pulp Zine najlepszego obecnie zina o pulpowej tematyce - seks, przemoc, niski budżet, słowem wszystko, co szanuję i kocham. Na jego łamach ukaże się także mój tekst, z czego już tylko jestem niezmiernie szczęśliwa, a gdy jeszcze zobaczyłam, w jakim wyśmienitym towarzystwie się znalazłam, łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Co wzięłam pod lupę niech póki co zostanie tajemnicą. Tymczasem zapiszcie w kajecikach, że pre order startuje we wrześniu - bo potem zabraknie i będzie płacz!

Ostatni weekend Nowe Horyzonty online 🖤🖤🖤 Jeśli macie coś obejrzeć w ten deszczowy dzień, to polecam "Skarby" - surreali...
03/08/2024

Ostatni weekend Nowe Horyzonty online 🖤🖤🖤 Jeśli macie coś obejrzeć w ten deszczowy dzień, to polecam "Skarby" - surrealistyczną i jednocześnie bardzo życiową opowieść o wzorcach z dzieciństwa, wybaczaniu rodzicom i wybaczaniu sobie. Also, oglądajmy młode brytyjskie reżyserki!

Nagroda Publiczności Nowe Horyzonty powędrowała do „Skarbów”, debiutu Luny Carmoon. 🏆

Czy możemy już mówić o kobiecej nowej fali w brytyjskim kinie? Carmoon dołącza do innych młodych brytyjskich reżyserek w eksplorowaniu relacji między dziećmi i rodzicami.

Bohaterka filmu „Skarby”, ośmioletnia Maria, pozornie wiedzie życie wypełnione wieczną zabawą. Kreatywna i kochająca mama przenosi siebie i swoją córeczkę w świat baśni i magii, gdzie nikt nie może ich skrzywdzić. Szara rzeczywistość wygląda jednak inaczej: matka Marii ma problem z patologicznym zbieractwem i zaniedbuje podstawowe potrzeby córki.

Filmy trzyma wysokie emocjonalne tony, wykorzystując do tego elementy horroru, fantasy i realizmu magicznego oraz poruszające aktorstwo. To dzięki temu film otrzymał Nagrodę Publiczności – całkowicie zasłużenie.

Recenzję autorstwa Irena Kołtun znajdziecie w komentarzu.

Address


Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Blurby z celuloidu posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

  • Want your establishment to be the top-listed Cinema?

Share