12/01/2026
Podsumowanie ostatniego scenariusz w Mordheim:
Zapis Raeliona, Mistrza Cieni, spisany w ruinach dawnego klasztoru
Kamienie Mordheim wciąż parzą jak otwarta rana świata. Każdy krok po tym przeklętym dziedzińcu przypomina, że miasto nie zapomniało swej zdrady wobec światła. A jednak przyszliśmy tu nie po litość ruin, lecz po to, by odebrać to, co plugawi ręce wrogów – i by krzyżować plany tych, którzy mienią się naszymi kuzynami.
Ruszyliśmy ostrożnie. Kael prowadził, cichy jak cień pod liściem, a Irenis i Selar mieli niebo w zasięgu łuków. Na prawej flance czaili się Mroczni – odrażająca karykatura elfiej dumy. Pozwoliłem im żyć dłużej, niż zasługiwali; niech myślą, że to ich wybór. Na lewym skrzydle krasnoludy – hałaśliwe, uparte, przekonane, że złoto świata należy do ich kieszeni. Strzelali, owszem, ale bez znaczenia. Ich kule nie znają subtelności.
Fanatycy Złotych Dzieci padli szybko. Dwa ostrza, jeden moment – cisza. Relikwiarz płonął pośrodku dziedzińca jak obietnica i obelga zarazem. Próbowaliśmy przerzedzić szeregi Mrocznych, lecz tylko jeden z nich opuścił pole walki. Mało. Zbyt mało. W tym czasie nasi „szlachetni” krewniacy wplątali się w taniec z Wampirem i jego trupami. Gdy bestia zawahała się i uciekła, Mroczni również stracili odwagę. Zniknęli, jak zawsze – zostawiając po sobie tylko smród zdrady i niedokończone plany.
Zostały krasnoludy. Wykorzystały zamieszanie, jak przystało na drobnych złodziejaszków w zbrojach, i porwały relikwiarz. Ich dowódca uciekał, podczas gdy reszta ruszyła na nas w desperackim ataku. Błąd. Elfy nie walczą w desperacji – walczą z precyzją. Korvin, Rethan i Vaenor trzymali linię, Kael ciął bez wahania, a ja prowadziłem ogień. Gdy Irenis i Selar skupili się na dowódcy krasnoludów, wszystko stało się oczywiste. Upadł. A wraz z nim odwaga jego ludu. Wycofali się, obciążeni stratami i hańbą.
Nie zdobyliśmy wszystkiego. Mroczni wciąż knują, a to zniewaga, której nie zapominam. Lecz kilku krasnoludów mniej to świat odrobinę czystszy. W ruinach znaleźliśmy złoto i dwa fragmenty dziwienia – wystarczająco, by wzmocnić ostrza i wolę. Zatrudniliśmy miejscowego przewodnika, niziołka o bystrym oku, oraz czarodzieja, którego ambicja przewyższa rozsądek. Nie ufam im. Ale narzędzia są po to, by ich używać.
Teraz czeka nas dzwonnica. Stare kamienie, stare sekrety. A gdzie sekrety, tam ślady Mrocznych. Przysięgam na cień Asuryana: będę psuł ich plany kamień po kamieniu, strzała po strzale. Mordheim może być miastem upadku – ale nie pozwolę, by stało się tronem dla naszych zdegenerowanych kuzynów.
Rysiu się postaram i rozgotował dla Was relacje. Jutro 3 scenariusz naszej kampanii 🙂 zapraszam śmiałków z Kuj-Pom na wspólne granie 🙂