14/05/2026
Po 10 latach od „Wszystkich nieprzespanych nocy” Michał Marczak wrócił z nowym filmem „Bez końca”.
Ten reżyser opowiedział mi przed laty o pracy nad filmem dokumentalnym o księdzu, który napadł na bank, ponieważ zakochał się w siedemnastoletniej dziewczynie:
„To historia człowieka, który walczy o siebie. Jestem dopiero w połowie realizacji, nie wiem więc, jaki koniec dopisze życie. Bohater trafia do ciężkiego więzienia, pełnego twardych kryminalistów, ale okazuje się, że wiedzą oni więcej o moralności, niż ksiądz. Więźniowie uczą go jak być człowiekiem. Kiedyś on uczył ludzi, jak żyć, teraz sytuacja się odwróciła”.
Możliwe, że w czasie Millennium Docs Against Gravity Wrocław nadarzy się okazja, by zapytać Marczaka, co z tym projektem. Już w sobotę w DCF - Dolnośląskie Centrum Filmowe spotkanie z reżyserem po seansie filmu „Bez końca” – nie mogę się doczekać!
Kilka lat temu powiedział mi w trakcie wywiadu:
„Dla mnie kompletnie płynna jest bariera między fabułą a dokumentem. Mam swoją własną definicję tego medium. Jest bardzo prosta: w dokumencie bohater nikogo nie gra, jest sobą. Mówiąc szczerze, kompletnie nie rozumiałem dyskusji wokół Kapuścińskiego i odebrałem ją jako niesmaczną. To wszystko sztuka i osobista interpretacja.
Wiele osób, które wchodzi w takie dywagacje, nie zna się na tym medium. Im się wydaje, że coś jest rzeczywiste, podczas gdy mamy do czynienia z czymś subiektywnym. Pierwszy film dokumentalny w historii został w całości zainscenizowany, więc to absurdalne, że sto lat później musimy wracać do tego tematu.
Czasami, aby przywrócić „normalność” wystarczy poczekać, oswoić bohatera z obecnością kamery, w innych przypadkach jest to nie możliwe i trzeba w ten proces włożyć o wiele więcej energii, środków i pomysłowości.”
(Michał Hernes)
fot. kadr z filmu „Bez końca”
Millennium Docs Against Gravity